TA STRONA UŻYWA COOKIES.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
Oferta meczowa Loże VIP Konferencje Imprezy Liga Boisko Koncerty Strefa klienta Kontakt PL | EN
Rozgrywki ligowe Oferta Liga Galeria Sponsorzy Kontakt

HIT DNIA! 27.02.2017 - 2.03.2017

28.02.2017 15.19

27.02.2017  PONIEDZIAŁEK

 

UKS Pogoń Józefów  3:5  Domino’s Pizza

 

Obie drużyny potrzebowały punktów, by liczyć się w końcówce sezonu w walce o wyższe cele. O ile UKS uczestniczy w naszej lidze, głównie w celu zebrania doświadczenia, to Domino’s liczy na nawiązanie walki z najlepszymi.

 

Mecz zaczęli goście i od początku chcieli pokazać kto tu rządzi. Zaraz po gwizdku bramkarza usiłował pokonać najlepszy strzelec Domino’sa Konrad Zając, jednak czujny Piotr Wedecki sparował piłkę. Wynik otworzył w 6 minucie Bartosz Klimkowski, który przejął futbolówkę i sam wykończył akcję. Gra zrobiła się nieco bardziej wyrównana. W 12 minucie bliski szczęścia był Mateusz Zając z UKS, ale jego strzał był zbyt słaby. Niewykorzystane okazje lubią się mścić i tak minutę po tym zdarzeniu strzelec pierwszego gola tym razem podawał do Konrada Zająca, a ten trafił do siatki. Gości taki wynik nie satysfakcjonował i w 15 minucie oglądaliśmy kolejną bramkę. Mariusz Substyk wypatrzył ładnie wchodzącego w pole karne Klimkowskiego, który pokonał Wedeckiego. Nie musieliśmy długo czekać na kolejny popis zawodnika z nr 11 na plecach. Klimkowski popisał się fenomenalnym rajdem i podwyższył na 4:0. W pierwszej połowie honor gospodarzy uratował Patryk Troszczyński , a stratę dodatkowo zniwelował Mateusz Zając po podaniu Błażeja Stańczaka. Dwie bramki straty były do odrobienia w drugiej części.

 

Drugą połowę zaczęli zawodnicy Pogoni i widać było, że wyszli z nastawieniem odrobienia strat po pierwszej części. W 25 minucie Domino’s mógł znów uciec rywalom, ale złe przyjęcie piłki przez Zająca poskutkowało łatwą interwencją bramkarza UKS. Dwie minuty później zrobiło się gorąco, ponieważ piłkarze z Józefowa po raz pierwszy złapali kontakt z rywalem. Trzeciego gola gospodarze zdobyli za sprawą Błażeja Stańczaka. Taki wynik sprawił, że UKS poczuł szansę na dogonienie rywala. Siłą rzeczy musieli skupić większe siły na ataku, a co za tym idzie musieli się nieco otworzyć. Jedną z takich luk wykorzystał pod koniec meczu Kamil Jurga, który przejął piłkę i po samotnym rajdzie przez pół boiska dobił rywala strzelając im piątą bramkę.

 

Brawa należą się obu dryżynom, które stworzyły emocjonujące widowisko. UKS podniósł się po tym jak przegrywał już 4:0. Domino's za to potrafił sobie tę przewagę wypracować, by na koniec z zimną krwią pozbawić rywala złudzeń o remisie. Trzy punkty wędrują na konto gości, ale ten mecz to również cenna lekcja dla gospodarzy. 

 

 

28.02.2017  WTOREK

 

Legia Team  5:4  adidas Poland

 

Starcie tych ekip może mieć olbrzymi wpływ na końcowy układ tabeli najwyższej klasy rozgrywkowej. Legia Team do tej pory wygrali wszystkie mecze, więc adidas musiał się wspiąć na wyżyny swoich możliwości. Reszta zespołów rywalizujących w tej lidze liczyła raczej na remis, bo to osłabiało obie strony i dawało większe szanse grupie pościgowej.

 

Żadna z drużyn nie chciała głupio stracić bramki, więc zaczęli spokojnie. W 3 minucie Kamil Kudelski stanął przed szansą z rzutu wolnego, jednak strzał okazał się niecelny. Drużyna gości tradycyjnie już podeszła do meczu bardzo skoncentrowana i mocno naciskali na rywala. Było dużo ostrej i zaciętej gry na pograniczu przepisów, ale to miało pokazać, że żadna strona nie pęka. W 9 minucie Legia Team powinna prowadzić, ale kanonada na bramkę adidasa nie przyniosła upragnionej bramki. Golkiper wybronił trzy dobitki i nadal mieliśmy wynik bezbramkowy. Minutę później to adidas postanowił odpowiedzieć i po przejęciu piłki w środku pola szybko skontrowali rywala. Prowadzenie dał im Sebastian Pękula. Legia chciała odpowiedzieć, ale ich strzał obił się o spojenie słupka z poprzeczką. Do formy strzeleckiej nareszcie powrócił Kamil Bassa. Jego gol z rzutu wolnego dał większą przewagę w tym starciu. Legia Team wyraźnie w pierwszej połowie nie mieli szczęścia, bo chwilę po bramce dla adidasa Prażuch trafił najpierw tylko w słupek, a chwilę potem obił poprzeczkę. Przełamanie przyszło na 3 minuty przed przerwą, kiedy to Michał Prażuch zdobył wreszcie upragnioną bramkę. To wyraźnie pobudziło gospodarzy i doprowadzili do remisu tuż przed przerwą. Adrian Wiercioch asystował przy golu Konrada Malickiego.

 

Druga połowa zaczęła się bardzo podobnie jak pierwsza. Znowu nieco ostrożniej, bo nadal mieliśmy remis. W 24 minucie groźny strzał oddał Jakub Zapaśnik, ale nie przyniósł on bramki. Odpowiedział Kamil Bassa i znowu to goście mogli cieszyć się z prowadzenia. Nie musieliśmy długo czekać na odpowiedź Legii. Do wyrównania doprowadził Kamil Kudelski. Naprawdę nie mogliśmy narzekać na brak bramek i nudę tego wieczoru. Oba zespoły grały już bardzo otwarty futbol, ale z wzajemnym respektem. W 30 minucie po raz pierwszy na prowadzenie gospodarzy wyprowadza Adrian Wiercioch – to był naprawdę udany mecz w jego wykonaniu. Legia Team nie mogła być pewna wyniku, więc grali skoncentrowani do samego końca. Dobrze się przesuwali na boisku i nie dopuszczali do swojej bramki zawodników adidasa. Goście to jednak zbyt klasowa drużyna i również grali do samego końca. Strzał Napierskiego dobił Paweł Głuszek i znowu mieliśmy remis. To jednak nie był koniec emocji. Stacja końcowa tej przejażdżki rollercoasterem nastąpiła po bramce Rafała Prażucha w 38 minucie. W obozie Legii zapanowała duża radośc, ale wiedzieli że muszą być skoncentrowani do samego końca. Udało im się dowieźć ten wynik do gwizdka i schodzili z boiska w szampańskich nastrojach.

 

 

To była piąta wygrana gospodarzy i wydaje się, że pewnie zmierzają po mistrzostwo. Mają jednak przed sobą jeszcze dwa bardzo ważne spotkania z Canarinhos i PKO Bankiem Polskim. Goście wyczerpali już limit porażek i teraz muszą wygrać wszystko do końca, by liczyć się w stawce. 

 

1.03.2017  ŚRODA

 

CBRE  8:5  Komisja Nadzoru Finansowego

 

Obie drużyny były bardzo blisko siebie w tabeli, ale to gospodarze mieli przewagę w postaci dwóch meczów rozegranych mniej. W przypadku więc, gdyby wygrali wszystkie zaległe mecze plus wczorajsze spotkanie z KNF-em mogliby odjechać swojemu rywalowi na tyle daleko, że byliby praktycznie już nie do doścignięcia.

 

Od początku zapowiadało się na mecz obfitujący w bramki. Po błędzie bramkarza gola strzelił Michał Kowalczyk i CBRE wyszli na prowadzenie. Mimo wyrównanej walki to gospodarze byli skuteczniejsi. Kolejnego gola zdobył Alvaro po podaniu Przemysława Ostaszewskiego i mieliśmy już 2:0. CBRE się nie zatrzymywali. Golkiper tej drużyny Siergiej Nikolaev wyrzucił daleko piłkę, którą przejął Daniel Zawiślański i pokonał bezradnego bramkarza KNF. Przewaga CBRE była widoczna. Odpowiedź Komisji przyszła jeszcze w pierwszej połowie. Bartek Lewandowski przebiegł z piłką całe boisko i oddał strzał. Miał dużo szczęścia, bo futbolówka odbiła się od bramkarza, ale zdążyła doturlać się za linię bramkową. Do przerwy wynik już nie uległ zmianie i KNF miał o czym myśleć przed drugą połową.

 

Goście drugą część rozpoczęli podobnie jak pierwszą – od błędu. Tym razem po stracie piłkę przejął Ostaszewski i z kilku metrów dokonał egzekucji. Kolejna bramka również padła udziałem tego gracza. Tym razem, podobnie jak w przypadku drugiego gola, dogrywał do Alvaro, a ten z łatwością strzelił na 5:1. Chyba już nikt nie miał wątpliwości kto zgarnie 3 punkty. Komisja znowu się pogubiła i po kolejnej stracie piłkę w siatce umieścił Daniel Zawiślański. Jeden z obserwatorów stwierdził nawet, że zna trenera, który krzyczałby w takiej sytuacji - „Gramy bez bramkarza…”. Dobrze za to się spisywał bramkarz po drugiej stronie, bo po chwili zaliczył swoją drugą asystę w tym meczu. Jego daleki wyrzut trafił do Ostaszewskiego, który strzelił 7 gola dla CBRE. Sygnał do powstania z kolan dał jeden z najbardziej doświadczonych zawodników gości. Krzysztof Montewka uderzył odbitą w polu karnym piłkę i dał iskierkę nadziei swojej drużynie. Nie trzeba było długo czekać, by Montewka skompletował hat-tricka. Dwukrotnie asystował mu Sebastian Posmyk i mieliśmy już tylko 7:4. To chyba zadziałało jak kubeł zimnej wody dla gospodarzy, bo Alvaro również uzbierał swojego hat-tricka. W ostatnich minutach Sebastian Posmyk dołożył swoją bramkę, ale to było zbyt mało by dogonić CBRE w tym meczu. Ostateczny wynik to 8:5.

 

 

CBRE dominowało. Nie mieliśmy może spektakularnych goli, ale było ich przynajmniej dużo.  Gospodarze dzięki tej wygranej zbliżyli się do podium i jeżeli wygrają dwa zaległe spotkania, to na koniec sezonu mogą mieć powody do świętowania.

REGULAMIN ROZGRYWEK






Oferta meczowa Loże VIP Konferencje Imprezy specjalne Liga Boisko Koncerty Strefa klienta Kontakt
Silver Gold Biznes Club Skybox Sale prasowe
Image Map