TA STRONA UŻYWA COOKIES.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
Oferta meczowa Loże VIP Konferencje Imprezy Liga Boisko Koncerty Strefa klienta Kontakt PL | EN
Rozgrywki ligowe Oferta Liga Galeria Sponsorzy Kontakt

HIT DNIA! 23.10_26.10.2017

24.10.2017 14.30

23.10.2017  PONIEDZIAŁEK

 

P-Crew  5:2  Gea Nova

 

Zarówno dla P-Crew jak i zespołu Gea Nova ten mecz miał być przełamaniem. Po słabym początku sezonu trzeba było zacząć zbierać punkty.  Goście przystąpili do tego meczu osłabieni licznymi chorobami, ale podjęli rękawice, za co należy im się duży szacunek.

 

Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce już w 2 minucie, kiedy to Michał Stykowski po strzale głową posłał piłkę minimalnie obok prawego słupka. Kilka chwil później Andrzej Oszmański ps. „Armata” strzelił mocno, ale słupek uratował gospodarzy i na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Bramkę obejrzeliśmy dopiero po 10 minutach gry. Wynik dla gospodarzy otworzył Konrad Mizera. Asystował mu Hubert Izdebski. Bliski wyrównania w 18 minucie był Oszmański, ale jego potężna bomba przelatuje tuż nad poprzeczką. Kiedy wydawało się, że wynik do przerwy się nie zmieni, wszystko wywróciło się do góry nogami w przeciągu kilkudziesięciu sekund. Karol Zabłotny trafił dwukrotnie do siatki i nagle goście znaleźli się na prowadzeniu. Przy obu bramkach asystował Andrzej Oszmański.

 

Drugą połowę zaczęli zawodnicy P-Crew i już w 22 minucie doprowadzili do wyrównania. Mizera tym razem wcielił się w rolę asystenta, a akcję wykończył Paweł Dudek. Dosłownie chwilę później strzelec pierwszej bramki dla P-Crew trafił po raz drugi i gospodarze po raz kolejny znaleźli się na prowadzeniu. Piłkarze P-Crew nie ustawali w atakach. W 30 minucie goalkeeper Leszek Gallewicz uratował Gea Novę od straty kolejnej bramki. Przytomnie wyszedł przed pole karne i wybił piłkę głową tuz nadbiegającym Wojciechem Maciejakiem. Ta sztuka napastnikowi P-Crew udała się w 35 minucie i gospodarze zaczęli odjeżdżać rywalom. Goście usiłowali odrobić straty, ale bezskutecznie. Tuż przed końcowym gwizdkiem Paweł Dudek zaskoczył chyba wszystkich. Wykonując rzut wolny praktycznie od własnej bramki zdołał przelobować Gallewicza i tym samym ustalił wynik meczu na 5:2.

 

 

To pierwsze zwycięstwo P-Crew w tym sezonie, więc smakuje ono podwójnie. Teraz czas powoli uciekać z dolnej części tabeli, ale potrzebna będzie seria wygranych z kolejnymi rywalami. Gea Nova najbliższą okazję na odkucie się będzie miała 9.11 w meczu z Alpha Vision. 

 

25.10.2017 WTOREK

 

adidas Poland  1:6  PKO Bank Polski

 

Na ten mecz czekali wszyscy. Dwie najlepsze drużyny naszej ligi zmierzyły się ze sobą w bezpośrednim starciu. Jedyne o co mogliśmy się obawiać, to brak kilku kluczowych zawodników po obu stronach barykady. Nie przeszkodziło to jednak w stworzeniu fenomenalnego widowiska.

 

Przez pierwsze minuty mocniej zaczęli zawodnicy PKO. Od początku chcieli narzucić swój styl gry i podporządkować ten mecz pod własne dyktando. Oddali kilka groźnych strzałów, ale wszystko lądowało w rękach bramkarza. W 6 minucie niebieską kartkę otrzymał Piotr Szmidt i goście mogli grać w przewadze. Udało się nawet wykorzystać tę przewagę. W 8 minucie bramkę zdobył Adam Wielgołaski. Zespół adidasa nie odstępował. Odpowiadał atakiem na atak, ale brakowało przede wszystkim celnych strzałów. Gra była ostra, ale przy tym czysta. Mimo braku kilku ważnych graczy mecz stał na naprawdę wysokim poziomie. W 19 minucie 1 minutę kary otrzymał zawodnik PKO i tym razem do końca połowy to adidas grał w przewadze. Im jednak nie udało się wykorzystać tej sytuacji i na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 0:1.

 

W drugiej połowie zaczął intensywniej adidas, ale to goście podwyższyli wynik na 2:0. Sytuacja robiła się coraz trudniejsza dla gospodarzy. W 23 minucie przegrywali już 3:0 po drugim trafieniu Adama Wielgołaskiego. Ten sam zawodnik za chwilę skompletował hat-tricka. Wykorzystał świetny wyrzut od bramki Michała Sochackiego i podwyższył na 4:0. To była deklasacja. Jak widać bez popularnego „Carlito” też można wygrywać z faworytami. Obrona PKO była ustawiona perfekcyjnie. Gospodarze walili głową w mur. Są takie mecze, kiedy nic nie wychodzi i taki właśnie mecz rozgrywali tego dnia gracze adidasa.  W 36 minucie słynny Mi So niczym Manuel Neuer wyczyścił przedpole ubiegając napastnika rywali. Mimo inicjatywy gospodarzy to PKO strzeliło kolejną bramkę. Czwarte trafienie zaliczył Wielgołaski.  W samej końcówce padły jeszcze dwie bramki. Najpierw honorowe trafienie padło udziałem „Legiona”, a kilka sekund później na potwierdzenie świetnej dyspozycji odpowiedział PKO, a konkretnie Michał Urbaniak.

 

 

Być może nie każdy zdaje sobie sprawę, ale ten mecz może mieć kolosalne znaczenie w kontekście ostatecznych rozstrzygnięć. Wygrana z głównymi faworytami daje PKO przewagę przed rundą finałową. W tej liczyć się będą tylko wyniki bezpośrednie z danymi drużynami, więc już teraz PKO Bank Polski solidnie pracuje na pierwsze Mistrzostwo I Ligi w Legia Biznes Cup.

 

26.10.2017  ŚRODA

 

Wodociągi Warszawskie  7:3  Nazwa nie gra

 

Wodociągi Warszawskie przystępowały do tego meczu z jasnym planem – wskoczyć na fotel lidera. Nazwa nie gra z kolei chciała udowodnić, że III Liga to nie są zbyt wysokie dla nich progi i do tej pory szło im całkiem nieźle.

 

Zgodnie z tradycją rozpoczęli goście. Pierwszy znak ostrzegawczy gościom pokazał już w 2 minucie Grzegorz Jabłoński, który trafił piłką w słupek. Niewykorzystane sytuacje lubią się jednak mścić i to zawodnicy zespołu Nazwa nie gra otworzyli wynik. Hubert Zambrowski dograł do Radomira Ochockiego, który wpakował piłkę do siatki. Na odpowiedź gospodarzy długo nie czekaliśmy, bo Marcin Kowalski szybko doprowadził do remisu. W 8 minucie Piotr Kisiel wykorzystał błąd obrońców, przejął piłkę i po indywidualne akcji wyprowadził Wodociągi na prowadzenie. W 11 minucie ten wyczyn skopiował Tomasz Trzmiel i pewnym, silnym strzałem pokonał Adama Kota – 3:1. 2 minuty później bramkarz gości faulował rywala w polu karnym, a „jedenastkę” pewnie wykonał Krzysztof Kubiszer. Mecz zrobił się jednostronny. Kolejne trafienie dołożył Jabłoński i mogliśmy powoli kończyć spotkanie, a to dopiero pierwsza połowa. Na kilka chwil przed przerwą bardzo dobrą interwencją po strzale Smolińskiego popisał się Kot, ale przy perfekcyjnej dobitce Tomasza Trzmiela nie miał już żadnych szans i na przerwę Wodociągi Warszawskie schodziły z prowadzeniem 6:1.

 

Nazwa nie gra mimo wyniku wyszła na drugą połowę zmotywowana.  Zaczęli nawet od trafienia Huberta Zambrowskiego. Widoczny był zdecydowany wzrost aktywności po stronie gości. Na pochwałę zasługiwał Kamil Derewecki, który bronił większość groźnych strzałów rywali. Gospodarze obudzili się dopiero w 31 minucie, kiedy to Krzysztof Kubiszer wykorzystał podanie T.Trzmiela. Szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy, który mecz obserwować – ten w Bytowie czy ten przy Ł3. W obu działo się równie dużo. Stratę udało się zmniejszyć Szymonowi Aftyce, ale to nadal było zbyt mało by liczyć na urwanie choćby punktu. Wynik mógł jeszcze podwyższyć Trzmiel, ale jego potężna bomba odbiła się od obu słupków i wróciła na plac gry. Rezultat zatem nie zmienił się do końca meczu.

 

 

Gospodarze wygrali pewnie i zasłużenie lądują na fotelu lidera III Ligi. Być może to dobry prognostyk i po kilku edycjach bez sukcesów teraz nadejdzie pasmo triumfów. 

 

26.10.2017  CZWARTEK

 

Deutsche Bank Polska S.A.  2:8  Nike Poland

 

Nike Poland wyrasta na zdecydowanego faworyta II Ligi w tej edycji. Jeśli jednak ktoś miałby ich powstrzymać, to byłby to między innymi Deutsche Bank. Początek sezonu gospodarzy nie zachwycał, ale też trzeba szczerze powiedzieć, że na tle reszty prezentowali się całkiem okazale.

 

Nike od początku chciał narzucić swój styl. Przez pierwsze minuty siedzieli na połowie rywala. W przeciągu dwóch minut oddali 5 strzałów – cztery zatrzymały się na obrońcach, a jeden na poprzeczce. Po tej kanonadzie role zaczęły się powoli odwracać i to Deutsche chciał dojść do głosu. Pierwszą bramkę obejrzeliśmy dopiero w 11 minucie. Nike przechwycił piłkę, Gaworski podał do Masnego, który otworzył wynik spotkania. Okazję do wyrównania gospodarze zmarnowali dwie minuty później, bowiem strzał z rzutu wolnego odbił się tylko od muru. W 15 minucie Nike znowu wyprowadził zabójczą kontrę. Przemek Rawa podał do Bartosza Iwanowskiego, który pewnym silnym strzałem skierował piłkę w prawy dolny róg bramki. Tym razem odpowiedź Deutsche była skuteczna i raptem minutę po tym golu kontaktową bramkę zdobył Michał Gwiazda. Do przerwy Nike schodził z prowadzeniem, ale gospodarze mieli perspektywy na korzystny wynik w tym meczu. Wszystko miało się rozstrzygnąć po przerwie.

 

W 22 minucie faulował Dominik Trepiak i znowu Deutsche miał rzut wolny blisko bramki. Ponownie jednak strzał okazał się nieskuteczny i piłka powędrowała daleko od słupka. Jeśli mieliby nad czymś popracować, to zdecydowanie byłyby to stałe fragmenty gry. Nie zrazili się tym jednak i 120 sekund po tym zdarzeniu doprowadzili do wyrównania. Samodzielną akcję przeprowadził Szymon Prześniak i mecz zaczynał się od nowa. Spotkanie nieco się zaostrzyło, czego efektem była niebieska kartka dla Filipa Kamińskiego z Deutsche Banku. Goście wykorzystali przewagę. Trepiak wykonał rzut wolny i asystował przy bramce przy bramce Iwanowskiego i tym samym udało się wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Chwilę później Trepiak zaliczył swoją drugą asystę, a tym razem jego podanie wykorzystał Karol Lenartowicz. Nike zaczął odjeżdżać, strzelając gola minutę po minucie. Na 5:2 podwyższył obecny kapitan zespołu – Piotr Dzisów. Deutsche usiłował odrobić wynik, ale brakowało skuteczności. W 34 minucie byliśmy świadkami bramki meczu, kolejki, a być może nawet i sezonu. Przemek Rawa otrzymał piłkę od Lenartowicza i z połowy boiska celnym strzałem pokonał Kamila Wierzchuckiego. W końcówce swoje trafienia dołożyli jeszcze Damian Trepiak i Przemysław Rawa.

 

 

Wynik okazał się naprawdę imponujący. Deutsche Bankowi w pewnym momencie zabrakło prądu i przy braku skuteczności nie byli w stanie dogonić rywala. Ten wynik sprawia, że na zespół Nike’a nadal nie ma mocnych. Nie możemy się doczekać bezpośrednich starć między Nike, CMK oraz Canarinhos. Wszystkie te drużyny zdobyły do tej pory komplet punktów.

REGULAMIN ROZGRYWEK






Oferta meczowa Loże VIP Konferencje Imprezy specjalne Liga Boisko Koncerty Strefa klienta Kontakt
Silver Gold Biznes Club Skybox Sale prasowe
Image Map