TA STRONA UŻYWA COOKIES.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
Oferta meczowa Loże VIP Konferencje Imprezy Liga Boisko Koncerty Strefa klienta Kontakt PL | EN
Rozgrywki ligowe Oferta Liga Galeria Sponsorzy Kontakt

PODSUMOWANIE LEGIA BIZNES CUP JESIEŃ 2017

31.12.2017 19.10

Miniona edycja była jedną z najbardziej szalonych w historii naszych rozgrywek. Końcowe rozstrzygnięcia zaskoczyły nie tylko nas, ale trzymały w napięciu do ostatniej chwili również Was – głównych zainteresowanych. Były niesamowite powroty z dalekiej podroży, były drużyny beniaminków którzy roznieśli w pył swoje ligi, było trochę rozczarowań względem formy faworytów, ale najważniejsze było to, że ani przez chwilę się nie nudziliśmy. Z każdą kolejką wiedzieliśmy co raz więcej, ale często to ostatnie mecze decydowały o układzie tabeli.

 

LIGA MEDIÓW

 

Już po raz kolejny udało nam się utworzyć Ligę Mediów. Jest to o tyle specyficzna klasa rozgrywkowa, że naturalnie skupia tylko drużyny z branży medialnej, ale przy tym poziom drużyn jest naprawdę zróżnicowany. W tej edycji jedynym wyjątkiem była drużyna Hilti, która zgłosiła się już w trakcie rozgrywek, a wolne miejsce było już tylko w Lidze Mediów. Ze względu jednak na to, że Hilti już od kilku edycji jest członkiem rodziny LBC zdecydowaliśmy się pozwolić na mały wyjątek. Niestety z punktu sportowego dla Hilti nie było to najlepsze wyjście. Zajęli ostatnie miejsce, ale w kilku spotkaniach zabrakło jednej czy dwóch bramek do zdobycia kompletu punktów. W tym sezonie liczyliśmy na zaciętą walkę o podium przynajmniej kilku drużyn. Nie zawiedliśmy się. Poważnymi graczami okazały się drużyny WP czy chociażby legia.com. Przyznajemy, że nieco lepszego wyniku spodziewaliśmy się po nc+, ale jak widać poziom LM na tyle się podniósł, że nc+ skończyli w połowie tabeli. Być może kluczowe znaczenie miał mecz z Denstu Aegis Network z połowy sezonu, w którym doznali porażki 3:5. Jednak nawet Dentsu nie udało się ostatecznie zająć miejsca na podium. Wróciły demony sprzed dokładnie roku, kiedy to również zajęli najgorsze dla sportowców czwarte miejsce.

 

Prawdopodobnie największym przegranym tej edycji w Lidze Mediów był zespół legia.com. Przez praktycznie całą rundę wydawało się, że to oni sięgną po najcenniejszą nagrodę i nikomu nie oddadzą prowadzenia w tabeli. Coś się jednak popsuło, a kluczowym momentem był chyba mecz przeciwko TVP. W tamtym meczu sytuacja była na styku, ale boiskowe wydarzenia (kłótnie, przepychanki i nerwowa atmosfera) doprowadziła do sytuacji, w której legia.com mając dobry wynik zdecydowała się oddać walkower. To był prawdziwy strzał w kolano. Ostatecznie nie dość, że TVP wyprzedziła tą drużynę w tabeli i zajęła drugą pozycję, to jeszcze Polskie Radio, które pokonało naszą redakcję aż 6:0 wskoczyło przed nich. Sprawa tytułu mistrzowskiego rozstrzygnęła się dopiero 19.12.2017. Tego dnia przed meczem Polskiego Radia z KH United to Telewizja Polska cieszyła się z fotelu lidera. Po 40 minutach meczu jasnym było jednak kto wejdzie na najwyższy stopień podium. Polskie Radio pokonało rywala aż 10:3 i potwierdziło swój bardzo dobry sezon.

 

Wspominając o pechu legia.com nie sposób nie zaznaczyć też porażek indywidualnych. Grzegorz Kowerski jeszcze na dwa mecze przed końcem był liderem w klasyfikacji strzelców i asystentów. Na ostatniej prostej wyprzedzili go jednak zawodnicy Polskiego Radia. Karol Sarnecki wyprzedził rywala o 4 bramki zdobywając ich łącznie aż 36, a Piotr Markowski zaliczył aż o 6 asyst więcej niż Grzesiek Kowerski. Ciężko nam jednoznacznie wskazać najlepszego bramkarza, ale postawiliśmy na golkipera TVP. Jedyny szkopuł polega na tym, że TVP w ciągu sezonu miała aż trzech bramkarzy! Najbardziej jednak do sukcesu przyczynił się Paweł Karaszewski, ale jego brat Michał oraz Maciej Rafalski też dzielnie strzegli słupków.

 

V LIGA

 

W tej lidze mieliśmy tak naprawdę aż 5 debiutantów. Poza Victorią Vegas nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po tych zespołach. Sparingi nie dały jasnej odpowiedzi na pytanie „w którym miejscu powinny znaleźć się nowe zespoły?”. Rozbieżność była duża, bo Kancelaria Sejmu wyraźnie potrzebowała tego sezonu na dotarcie i zgranie między sobą. Zajęli co prawda ostatnie miejsce w tabeli, ale z meczu na mecz było coraz lepiej. Nie udało im się jeszcze co prawda zaznać smaku zwycięstwa w naszej lidze, ale w przyszłej edycji powinno być już zupełnie inaczej. Widać w tej drużynie potencjał. Nieco lepiej poradziła sobie drużyna Oracle Polska, ale i tutaj można dużo poprawić. Dwie wygrane to zdecydowanie za mało na ich aspiracje. W przeciągu sezonu z tygodnia na tydzień przecieraliśmy oczy ze zdumienia patrząc co wyprawia Willis Towers Watson. Co prawda w pierwszej kolejce wygrali z Engie zaledwie 1:0 po bramce w samej końcówce, ale przecież to Engie właśnie stawialiśmy w roli faworytów do podium. Koniec końców drużyna w fioletowych strojach pod dowództwem Serge’a Nkounkou nie zeszła ze zwycięskiej ścieżki ani razu. Doświadczenie w innych ligach pozwoliło im wejść w nasze rozgrywki z dużym impetem. W pewnym momencie walka toczyła się tak naprawdę już tylko o dwa pozostałe miejsca na podium. Chętnych było wielu. Królewskie przez długi czas mogło wczuć się w rolę Wicemistrza, ale nie można było zapomnieć o „półdebiutantach” – Volkswagenie Bank Polska. To zespół, który już zbierał u nas szlify, ale wrócił po pewnym czasie. Mieli w ciągu sezonu nieco zaległości, więc ich miejsce nie było miarodajne. Dopiero na ostatniej prostej wskoczyli na czoło peletonu. Trzeba przyznać, że to drużyna grająca bardzo szybką piłkę, z mocno wybieganymi zawodnikami. Na szczęście nawet w tak zróżnicowanej lidze mieliśmy także wyrównane boje. Istną karuzelę przeżyła drużyna Victorii Vegas, która w 7 kolejce mając prowadzenie 3:0 ostatecznie zremisowała z Engie 3:3, by tydzień później samemu odrobić taką samą stratę w meczu z BNP. Teoretycznie dwa takie same wyniki, ale jakże różne nastroje po ostatnim gwizdku. Ostatecznie Królewskie spadło na najniższy stopień podium, mimo że chrapkę na nie miał jeszcze zespół Engie Wojtka Króla.

 

Indywidualnie jednak to nie Willis królował. Co prawda ich bramkarz Michał Balcerzak wpuścił jedynie 17 goli, co niewątpliwie zasługuje na podziw, ale V Liga miała właściwie tylko jedną najjaśniejszą gwiazdkę. Konkretnie miał ją w swoich szeregach Volkswagen. Ów gwiazdą okazał się Radosław Sarzyński. Jak się okazało to piłkarz kompletny – strzela, asystuje, a jak trzeba to i w obronie zagra skutecznie. Radek w klasyfikacji kanadyjskiej uzyskał imponujący wynik – 59. Na tę liczbę składa się aż 36 bramek i 23 asysty. Zarówno w jednej jak i drugiej konkurencji zostawił daleko w tyle rywali. Najwięcej goli zdobył w zwycięskim pojedynku z Engie. Jego drużyna wygrała 15:4, a on sam zanotował ponad połowę trafień, bo aż 8.

 

 

IV LIGA

 

Czwarta liga była ciekawa z kilku względów. Mieliśmy kilku beniaminków takich jak FC Vinderen, Warsztat Kulinarny, Electrolux czy Makro Warszawa. Większość z tych zespołów miała już doświadczenia z ligami szóstek, ale jak pokazał ten sezon u nas poziom rywalizacji był dla nich nieco trudniejszy. Wszystkie te drużyny skończyły w dolnej części tabeli, którą dzieliły z dobrze nam znanym zespołem PAYBACK. Niestety najbardziej bolesny start zaliczył Vinderen nie wygrywając ani jednego meczu. Ich bilans bramkowy również delikatnie mówiąc może nie zadawalać, ale przyjemnie oglądało się zaangażowanie tych zawodników w grze. Być może start w niższej klasie przyniesie więcej pewności siebie, a jak wiemy atmosferę w drużynie napędzają wyniki, o które łatwiej będzie w piątej lidze. Reszta z tych ekip zaliczyła całkiem przyzwoity sezon wygrywając po 3-4 razy. Liczyliśmy również, że na podium wróci 7N, ale i ten sezon nie był dla nich fortunny. Piąte miejsce to jak na ich standardy średni wynik. Bardzo dobry rezultat zaliczyła drużyna Mercedes Benz, która dopiero co awansowała do IV ligi, a już była o krok od podium. Ich końcówka była piorunująca, cztery ostatnie mecze zakończyli zwycięstwem. To samo można powiedzieć o L’Oreal. O tym, że to właśnie zespół Marcina Kosiedowskiego sięgnął po brąz zadecydowało bezpośrednie spotkanie z Mercedesem wygrane 8:4. Na czele znaleźli się chyba najbardziej doświadczeni zawodnicy. W tym doświadczeniu tkwi jak widać siła i młodym piłkarzom ciężko będzie wygryźć starych wyjadaczy. Zaledwie o punkt przed wspomnianą dwójką znalazła się drużyna CMK Oldboys. Dało to jedynie drugie miejsce w tabeli, a wystarczyłoby, żeby zamiast remisu z 7N mecz zakończył się porażką i przy takiej samej ilości punktów po uwzględnieniu małej tabelki to L’Oreal zostałby Wicemistrzem, a CMK stanęli na 3 miejscu. Pierwsze miejsce należy do drużyny, która chyba w każdej lidze mieli zagrzane dla siebie pierwsze miejsce. Firtech BeckerArena, bo o nich mowa, znowu pokazali klasę. Punkty stracili tylko w starciu z L’Oreal. Byli również najbardziej skuteczną ekipą, a w aż czterech meczach wygrywali strzelając 10 lub więcej bramek. To imponujące statystyki, które tylko potwierdziły, że Firtech znalazł się na miejscu na które w pełni zasłużył.

 

Zaskakującym jest jednak fakt, że przy takiej skuteczności Firtech nie miał w swoim składzie Króla Strzelców. Ba! Ich zawodnika nie ma nawet w czołowej trójce. W tej znaleźli się bracia Baranowscy. Arek i Artur zdobyli kolejno 19 i 27 goli, a podzielił ich Grzegorz Bijak z JTI Polska. To drużyna ze środka tabeli, ale mają w swoich szeregach gościa, który strzelając 30 bramek sam ustanowił ponad połowę zdobyczy swojego zespołu. Firtech ma natomiast w swoim składzie najlepszego asystenta. Tym został Paweł Pyra notując 21 kluczowych podań. Grupę pościgową znowu stanowili zawodnicy CMK. Wspomniany Artur Baranowski podawał 15 razy, a ich kapitan Czarek Kossakowski zaliczył 12 asyst. Najmniej goli puścił Jarek Malesa z Mercedesa. Jak zwykle stanowił ostoję dla swojej ekipy skutecznie broniąc dostępu do bramki. Niestety nie udało mu się „wybronić” miejsca na podium.

 

III LIGA

 

Trzecia liga to taki kompromis dla naszych drużyn. Zespoły sobie chwalą, że poziom nie jest za mocny, ale też każdy może wygrać z każdym. Świadczą o tym wyniki. Każdy coś ugrał. Jednym poszło lepiej, drugim gorzej, ale raczej nikt nie może narzekać na stracony sezon. Być może zawdzięczamy to temu, że nie było w tej lidze ani jednego debiutanta i spotkali się sami doświadczeni gracze. Sporym zaskoczeniem był występ Orlenu Upstream. To drużyna, która wiosnę kończyła na pudle, a teraz skończyli na drugim końcu tabeli. Być może to wynik problemów kadrowych w trakcie rundy, ale to jasny sygnał, że nikt nie może osiąść na laurach. Pierwsza trójka ostatecznie jak na długość sezonu całkiem pokaźnie odjechała reszcie. Do samego końca nie byliśmy jednak pewni ostatecznego układu podium. O ile Wodociągi Warszawskie 3 miejsce zagrzały sobie wcześniej, to batalia o Mistrzostwo trwała do samego końca. Swoją drogą dla Wodociągów Warszawskich to jest bardzo ważny sukces. Po tym jak długo nie widzieliśmy ich na podium ten wynik sprawił, że uwierzyli iż ich ciężka praca przynosi skutek i idą w dobrą stronę. O pierwszym miejscu wbrew pozorom nie decydował bezpośredni mecz NCR z Bibby. Ten zawodnicy Tomasza Świątka wygrali 4:1. Kluczowe jednak były ostatnie mecze z niżej notowanymi rywalami. NCR niespodziewanie stracili punkty w mecze ze wspomnianym Orlenem i zespołowi Bibby Financial Services wystarczyła wygrana z Samsungiem. Szkoda jedynie, że ten mecz z przyczyn niezależnych od Samsunga ta drużyna musiała oddać walkowerem. Dużo ciekawiej by było, gdyby losy tytułu rozstrzygnęły się w pełni na boisku, ale liczy się cały sezon, a jedna porażka drużyny Pawła Rekusa nie mogła im odebrać tytułu. NCR nie przegrał nic, ale Bibby pozostałe 9 meczów wygrali i zasłużenie cieszyli się z pierwszego miejsca.

 

Na uwagę zasługuje także fantastyczny wynik defensywy Bibby. Przez cały sezon stracili tylko 15 bramek, a to zasługa nie tylko obrońców, ale przede wszystkim ich golkipera – Dariusza Hanowicza. W ofensywnych statystykach jednak NCR nie miał sobie równych. Od dawna powtarzaliśmy, że ta drużyna ma w swoim składzie dwa diamenty, o które muszą dbać za wszelką cenę. Duet Juan Martin i Baptiste Pardessus znów był bezkonkurencyjny. Pierwszy zdobył przewagę nad drugim Hubertem Zambrowskim (Nazwa nie gra) aż 10 goli zdobywając ich w sumie 28. Drugi natomiast zaliczył 16 decydujących podań, a większość z nich to asysty przy golach wspomnianego Juana Martina.

 

II LIGA

 

Przechodzimy do ligi, która była chyba najbardziej zwariowana. Co prawda tutaj losy Mistrzostwa również szybko wzięła w swoje ręce jedna drużyna. Tą był Nike Poland, który osiągnął długo wyczekiwany sukces. Najciekawsza jednak była batalia o 2 i 3 miejsce. O te pozycje walczyły aż 4 zespoły…i co najciekawsze w ostatnim tygodniu rozgrywek wszystkie miały po 21 punktów. Jedynie drużynie CMK został ostatni mecz do rozegrania. Drużyna ta niezależnie od wyniku miała zagwarantowane drugie miejsce w tabeli. Brane były wówczas pod uwagę mecze bezpośrednie pomiędzy wszystkimi czterema rywalami – CMK, Deutsche Bank, Canarinhos oraz Ganz Egal. Jedynie w przypadku remisu lub zwycięstwa w ostatnim meczu CMK sytuacja w tabeli uległaby zmianie, ponieważ w małej tabelce zostałyby trzy drużyny o tej samej ilości punktów na koniec. CMK ostatni mecz wygrali potwierdzając swoją fantastyczną formę. Kto najwięcej zyskał, a kto stracił po ostatnim meczu? Kibiców było wielu, tylko nie wszyscy kibicowali CMK. Na ich mecz przyjechali nawet zawodnicy innych zainteresowanych drużyn obserwując wydarzenia na żywo. Przed ostatnim meczem sytuacja w tabeli wyglądała następująco:  2. CMK 3. Deutsche Bank 4. Canarinhos 5. Ganz Egal. Zdobycz punktowa CMK sprawiła, że ostatecznie ta część tabeli prezentowała się tak: 2. CMK 3. Canarinhos 4. Ganz Egal 5. Deutsche Bank. Najbardziej zatem ucieszyła się drużyna Canarinhos, która wskoczyła na podium, a największą stratę zanotowali zawodnicy Deutsche Banku spadając z trzeciego miejsca na piąte. Przyznamy szczerze, że nie pamiętamy bardziej zakręconej końcówki sezonu w jakiejkolwiek lidze, ale chcemy takie sytuacje oglądać jak najczęściej.

 

Przy tym wszystkim nie sposób nie wspomnieć o kapitalnym bilansie bramkowym Mistrza. Nike strzelił aż 70 goli, co daje średnią 7 bramek na mecz. Stracili ich tylko 19. Takie statystyki oczywiście są zasługą również indywidualnych osiągnięć graczy Nike’a. Bartłomiej Kochman rewelacyjnie zastąpił w bramce Kamila Calińskiego, który przez długi czas był ostają tego zespołu. W strzelonych bramkach i zanotowanych asystach prześcigali się zawodnicy Mistrza oraz Ganz Egal. Ostatecznie nastąpił kompromis i najlepszym asystentem został Dominik Trepiak z Nike’a (dwie asysty więcej od Artura Jankowskiego z Ganz Egal), za to najlepszym napastnikiem został gracz Ganz Piotr Biernatowski wyprzedzając podobną różnicą dwóch bramek Karola Lenartowicza.

 

I LIGA

 

W tej lidze postawiliśmy na jeszcze bardziej zaciętą rywalizację. Zredukowaliśmy liczbę drużyn do ośmiu dodając przy tym element podziału ligi. Naszym zdaniem to nadało pikanterii rozgrywkom i sprawiło, że każdy mecz był na wagę złota. W tej lidze zostały same największe kozaki. Po siedmiu kolejkach podzieliliśmy tabelę na dwie grupy. Grupa Mistrzowska i Grupa 5-8 skupiała po 4 zespoły, które rywalizowały już tylko między sobą. Co ciekawe – bardzo duże znaczenie miały mecze z rundy zasadniczej, ponieważ razem z zespołami do dalszej fazy „przechodziły” również wyniki  z bezpośrednich rywalizacji między nimi. To sprawiło, że niektóre zespoły już na starcie miały utrudnione zadanie, bo w poprzedniej fazie nie udało im się osiągnąć dobrych rezultatów w kilku kluczowych meczach. Tak było np. z PepsiCo, które w Grupie 5-8 na starcie miało tylko 2 oczka. Najwięcej emocji jednak było w Grupie Mistrzowskiej. Tam w jeszcze gorszej sytuacji był adidas Poland. Wydawać by się mogło, że to właśnie ta drużyna była przed sezonem głównym faworytem do triumfu. Niestety do meczów Grupy Mistrzowskiej przystąpili z zaledwie jednym punktem i to po remisie 7:7 z Optimą, a przecież głównymi rywalami był PKO Bank Polski i Panattoni Europe. Jak już jesteśmy przy tej drugiej drużynie, to musimy im oddać głębokie wyrazy szacunku. W swoim pierwszym sezonie w naszej lidze osiągnęli już niesamowity wynik. Rywalizacja jak sami przyznali była bardzo wysoka. Spodziewali się trudnych rywali, ale nie spodziewali się, że w meczach z adidasem, Optimą czy PKO BP będą musieli wejść na wyżyny swoich umiejętności.

 

Często to umiejętności indywidualne przechylały szalę zwycięstwa na czyjąś korzyść. W pierwszej lidze oczywiście nie brakowało kluczowych postaci. Legia Soccer Schools mieli swojego kapitana – Daniela Jezierskiego, Akademia czerpała z doświadczenia Darka Rolaka (który zresztą miał ogromny apetyt na tytuł Króla Strzelców), a PepsiCo niezawodnego Kubę Ambrożewicza. Ten ostatni zresztą po raz kolejny okazał się najskuteczniejszym zawodnikiem. Przewagę wypracował sobie głównie w rundzie zasadniczej. Wyróżnił się także wspomniany Daniel Jezierski, który dysponuje nie tylko świetną techniką użytkową, ale też…ostatnim podaniem. To on aż 19 razy obsługiwał perfekcyjnie swoich kolegów. Na uwagę zasługują również golkiperzy, którzy w najwyższej klasie rozgrywkowej mają ogromne znaczenie. Nie tylko bramkarz Panattoni Europe miał znaczący wpływ na wynik drużyny.  W bramce świetnie spisywał się również Michał Sochacki z PKO, który niejednokrotnie ratował z opresji swoich kolegów. Można śmiało powiedzieć, że przedłużył nadzieje bankowców na końcowy sukces.

 

 

O układzie podium zdecydowały detale. Każda drużyna z pierwszej trójki miała swój styl. Każda odmienny, ale skuteczny. Na zwycięstwa często miały wpływ drobne szczegóły. Suma summarum kolejność podium została zachowana z fazy zasadniczej. Na najniższym stopniu wylądował adidas Poland. Drużyna grająca bardzo agresywną piłkę, ale w granicach przepisów. Ciężko było wygrać pojedynki z dobrze zbudowanymi zawodnikami adidasa, którzy na dodatek często stosowali wysoki pressing. O Mistrzostwie zdecydował mecz pomiędzy Panattoni a PKO Bankiem Polskim z 5.12.2017. Panattoni to zespół z praktycznie 6 zawodnikami w polu. Ich bramkarz gra bardzo wysoko i często sam decyduje się kończyć akcje zespołu. PKO Bank Polski z kolei to drużyna, która zdecydowanie postawiła na duch zespołu. O ich sile decyduje jedność i zgranie. Najlepiej obrazuje to moment sezonu, w którym musieli sobie radzić bez swojej największej gwiazdy – Michał Krzysztoszka. Każda z tych drużyn do meczu przystąpiła nieco osłabiona, ale w pełni skoncentrowana. Obecna sytuacja w tabeli sprawiała, że beniaminkowi wystarczyłby remis do zdobycia pierwszego w historii tytułu w naszej lidze. Tamtego wieczoru mieliśmy mnóstwo zwrotów akcji i przez długi czas spotkania wydawało się, że to PKO będzie cieszył się z upragnionego tytułu. Niestety dla kibiców bankowców nie udało im się utrzymać prowadzenia i ostatecznie to Panattoni po ciężkim boju okazali się drużyną, która na Gali 5.01 odbierze najcenniejszą nagrodę Legia Biznes Cup. 

REGULAMIN ROZGRYWEK






Oferta meczowa Loże VIP Konferencje Imprezy specjalne Liga Boisko Koncerty Strefa klienta Kontakt
Silver Gold Biznes Club Skybox Sale prasowe
Image Map